18 września 2015

-84-

zgłaszam chwilowy brak czasu na internety. czas poświęcam zajęciom z innych kategorii. w mieście, w którym tyle się dzieje, muszę najpierw zaspokoić moje niedobory wydarzeń kulturalnych.

a jest super. mieszkam gdzie pachnie czekoladą :)

rzutem na taśmę - dwie bransoletki na zamówienie. zamówiono konkretne kolory i wzory, moje łapki więc tylko wykonały splot :) bransoletki dostały robocze ksywy: zleżała jajecznica ze szczypiorkiem oraz bransoletka patriotyczna.
(zdjęcia gotowych od klientki, bo ja gapa zapomniałam zrobić!)




a dodatkowo pochwalę się łowami. bo, jak wiecie - jestem zapaloną lumpeksiarą :) w moim nowym mieście lumpeksy mają zabójcze ceny zwalające z nóg. ale w rodzinnym grajdołku wciąż można szaleć i buszować ile dusza zapragnie! a czasem tam przecież wpadam. tym razem nabyłam wór pięknych włóczek w rodzinnych stronach, uprzednio zadowalając się zakupem kilku motków na wyprzedaży garażowej w nowym mieście (swoją drogą - wyprzedaże garażowe są równie super co lumpeksy i mam z takiej np piękne swetrzysko! :))



jeszcze mnie boli łokieć na wspomnienie przewijania włóczek przed praniem :)

i najpiękniejszy sweter całej pragi!


19 sierpnia 2015

-83-

dostałam kiedyś spódnicę od przyjaciółki
teraz do niej wróciła, tylko w innym wydaniu :)


15 sierpnia 2015

-82-

koszyk
ogólnie jest dziwny
kolory ma dziwne
zrobiony z dwóch warstw
worki na śmieci + włóczka ze sprutego swetra + sztywny sznurek






-81-


27 lipca 2015

-80-

dziś będzie opowieść o tym, jak nie zrobiłam sobie pokrowca na matę do jogi...

czyli!
kupiłam matę do jogi. pieruńsko drogą. toteż pożałowałam na pokrowiec, prychając nad jego ceną: "pff, sama sobie zrobię, i to ładniejszy, o!".
pocięłam więc ochoczo duuużo worków na śmieci, dodałam włóczki i na zasłużonym l4 zaczęłam pełna dobrych intencji szydełkować swój własny, piękny, niepowtarzalny pokrowiec!


zmierzyłam średnicę, zwinięta mata mieściła się idealnie. myślałam: "uff! strach by był, jakby się pokrowiec okazał za wąski, bo worków na śmieci tak ściśle robionych nie da się zbytnio spruć". skoro wszystko było okej, to sobie jeszcze szarą włóczką (za pomocą igły) usztywniłam dolny brzeg, czyli amen i kaplica - wszystko albo nic, bo prucia nie będzie.
zaraz zaraz? jakie nic? no przecież pasuje :)
"potem sobie uszyję kolorową podszewkę, będzie ładnie wystawać i w ogóle będzie super ładnie!" - myślałam dalej, wciąż naiwnie wierząc w swój genialny pomysł godny jakiejś złotej nagrody.
i wiecie co?
NIE PASOWAŁO
nie przewidziałam, że antypoślizgowa mata nie będzie się wślizgiwać w worki na śmieci zmiksowane z włóczką (przecież to było cholera NIE DO PRZEWIDZENIA). nie przewidziałam także, że za każdym razem jak zwijam matę - mata kończy z różną średnicą, a u mnie nie ma miejsca nawet na milimetr różnicy, bo PRZECIEŻ PASUJE.
i wtedy odechciało mi się wszystkiego :(

ale ponieważ byłam chora i czas mnie nagli z robótkami - rodzona matka się nade mną zlitowała i z materiału na podszewkę (czyli z sukienki z ciucha za złotówkę, no bo jakże) uszyła mi najprostszy pokrowiec świata i ja jestem z jego powodu bardzo bardzo bardzo szczęśliwa i tak strasznie już usatysfakcjonowana, że mu sama nie dodam nawet koralika. bo przecież intensywnie myślałam, że dodam pompony albo korale albo może jakiś hafcik albo chociaż tasiemki, guziki? szydełkowe dyndadła? troczki jakieś? cekineczki? wiązania jakieś fikuśne? cokolwiek? otóż NIE.

i teraz finał.
mam nieszydełkowy pokrowiec na matę oraz tubę do bóg wie czego. nie spruję, bo się nie da. nie wyrzucę, bo się jednak narobiłam. nie oddam, bo nikt nie ma pomysłu na zastosowanie. jak dla mnie to wygląda jak pojemnik na strzały, a nie znam żadnego proszę ja was łucznika. hm.

dorobiłam pętelkę zamiast wielkiego ucha i odwiesiłam tubę. będzie czekać na lepsze czasy. może kiedyś komuś posłuży jako pojemnik na reklamówki, zawieszony gdzieś wstydliwie za lodówką w kuchni.

amen.


niewypał powyżej. poniżej pokrowiec.





26 lipca 2015

-79-

sweter z wora, czyli jakie cuda można upolować w lumpeksie

bo kocham lumpeksy! trzy czwarte mojej szafy to zdobycze z ciucholandów i absolutnie się tego nie wstydzę ;) zakupy w centrum handlowym? koszmar. ale grzebanie w ciuszku? jestem pierwsza :)


już jakiś czas temu trafił mi się okaz godny zaprezentowania. perełka wśród szmatek z h&mów, zar i topshopów. sweter ręcznej roboty, cały szydełkowy! i pięknie wykrojony (jeśli można tak powiedzieć o udzierganym ciuchu). sweter ma fason żakietu i rozkoszne guziczki. guziki, wiecie? mnóstwo guzików! wszędzie guziki i to wyobraźcie sobie - każdy inny ;)




ktoś miał cholernie dużo cierpliwości :)

także w środku lata, bo się wreszcie zmobilizowałam - zimowy zdobyczny szydełkowy sweterek w krótkiej sesji zdjęciowe.
ach, ta przyjemność kosztowała mnie szalone dwadzieścia złotych ;)

25 lipca 2015

-78-

fajnie się je robi. jak już sobie człowiek nawlecze ile trzeba koralików, to potem można szydełkować wszędzie! w autobusie, busie, poczekalni u lekarza albo nad wodą. i za to sznury mają plusa ;)